• Październik 24, 2015

TERROR LAKTACYJNY JEST NIEBEZPIECZNY

Karmienie piersią jest fajne, ale przesadna gloryfikacja go i jednocześnie demonizacja mleka modyfikowanego wkurza mnie. Jasne, że trzeba edukować młode mamy, że ich mleko to jedna z najlepszych rzeczy na świecie, jakie mogą dać dziecku. Bo tak jest! Ale jeśli nie będą mogły z jakiś powodów wykarmić swojego dziecka piersią albo po prostu nie będą chciały? To nic. Ich sprawa. Należy to uszanować, tym bardziej, że nie robią nic strasznego.

Zanim urodziłam dzieci planowałam sobie, że będę je karmić piersią minimum do 6-go miesiąca życia czyli do momentu rozszerzania diety, ale raczej nie dłużej niż rok. Ciężko było mi sobie wyobrazić karmienie malucha z zębami, a co dopiero takiego biegającego, który w mojej wizji podchodził, kiedy chciał, wyciągał sobie mego cyca i jadł. Zresztą wtedy urlop macierzyński kończył się po 20 – 22 tygodniach i wiedziałam, że kiedy wrócę do pracy, to będę podtrzymywać co najwyżej wieczorne i nocne karmienie – nie chciałam odciągać mleka w pracy.

Pierwsze moje ukochane dziecko, Dusia, przyszła na świat przez cesarskie cięcie. Dzięki super położnym od razu po operacji została ona przystawiona do mojej piersi, więc kiedy ja nadal leżałam plackiem na sali pooperacyjnej bez czucia od biustu w dół, ona uczyła się już jak ssać, jak się najeść. Wszystko było dobrze, wyszłyśmy ze szpitala do domu i kontynuowałyśmy naszą „mleczną drogę”. Do czasu.

Dusia po 3-4 tygodniach zaczęła tracić na wadze, zrobiła się apatyczna, płakała albo spała na przemian. Właściwie to od początku często płakała, szczególnie wieczorami, ale każdy mówił, że to pewnie kolki, tyle tylko, że wcześnie się zaczęły. Ja wiedziałam jednak swoje, że wieczorem jakby pusto w piersiach – chodziłam więc po lekarzach, położnych i doradcach laktacyjnych mówiąc, że moim zdaniem moje dziecko jest po prostu głodne i non stop z tego głodu właśnie płacze, a oni ściskali moje piersi (o! pokarm jest!), przystawiali me dziecię (o! pięknie ssie!) i nie widzieli problemu. „Proszę się zamknąć w pokoju na 3 dni z dzieckiem i karmić karmić karmić. Nie histeryzować!„. Niestety nie mogłam wtedy od tak pójść sobie do sklepu po mleko modyfikowane, bo Dusia miała skazę białkową i potrzebne było mleko na receptę. Zrobiłam więc, jak radzili „fachowcy”. Finał był jednak taki, że mimo karmienia na okrągło Dusia się odwodniła i wylądowałyśmy w szpitalu pod kroplówką na tydzień. Było bardzo niebezpiecznie, bo przy odwodnieniu u takiego małego dziecka nie trudno o trwały uszczerbek na zdrowiu albo i śmierć. Me niedożywione dziecko i załamana ja, a naokoło dzieci z pneumokokami i innymi. Kolejne ryzyko. Horror.

Pamiętam, że kiedyś z ciekawości przeglądałam dostępne na rynku butelki i smoczki. Gdybym wtedy miała jakiś wybrać to byłby to smoczek ergonomiczny, wykonany z miękkiego, aksamitnego silikonu, no i renomowanej firmy. Bo przecież po piersi me dziecię innego nie zaakceptuje! Jednak kiedy moje dziecko (już w szpitalu) dostało mleko modyfikowane w czymś, z czego w moim wyobrażeniu karmi się cielaki czyli z ciężkiej szklanej butelki z naciągniętym żółtobrązowym gumowym smokiem, to byłam w szoku. Bo moje małe i kruche dziecko nie tylko przyssało się do tego czegoś i zachłannie opróżniło zawartość w ekspresowym tempie. Moje dziecko po raz pierwszy od dłuższego czasu usnęło wtedy bez wieczornego płaczu! Z pełnym brzuszkiem i rozluźnioną, spokojną twarzą. A ja płakałam ze szczęścia. I złości.

Byłam zła na siebie, że nie posłuchałam własnej intuicji i nie walczyłam bardziej zawzięcie. Wściekła na te wszystkie baby „ekspertki”, które zafundowały mi najzwyczajniej w świecie terror laktacyjny i kazały mi karmić dziecko za wszelką cenę; które wmawiały mi, że problem tkwi w mojej głowie; że dobra matka to ta, która karmi piersią; że jak w ogóle mogę sugerować mleko modyfikowane – przecież to zło, to ciężka chemia i przez to moje dziecko będzie chorować i w ogóle będzie świeciło w nocy! Po latach okazało się, że problem tkwił najprawdopodobniej w krótkim wędzidełku podjęzykowym…

Ze szpitala wyszłam uzbrojona w zapasy mleka i dokupione butelki i smoczki (jednak te wypasione). I przekonanie, że zawsze należy słuchać siebie, swojego instynktu. Nawet będąc świeżo upieczoną mamą. Karmienie mieszane udało nam się kontynuować jeszcze z miesiąc, a potem odpuściłam. Z ulgą… Drugie dziecko, Juniora, karmiłam trochę dłużej mimo tego, że w pierwszej dobie jego życia w szpitalu podano mu mm. Jakoś udało nam się pobujać na tym cycu z 8 m-cy. Moment odstawienia przyszedł naturalnie, bez płaczu czy dziwnych praktyk. Tak czuliśmy, tak wyszło. Tak było dla nas dobrze.

Jeżeli ktoś szczyci się tym, że karmi swoje dziecko już drugi rok, to fajnie. Cieszę się z nim! Nawet jeżeli dla mnie to abstrakcja i osobiście nie chciałabym takiego „wyczynu” powtarzać. Jeżeli kobiety walczą o swobodne karmienie w miejscach publicznych, to popieram je! Sama nie raz karmiłam me dzieci na ławce w parku czy w kiblu dla niepełnosprawnych, bo zmęczyło mnie już gapienie się obcych ludzi, co też takiego dziwnego robię. Ale tego samego oczekuję w drugą stronę, bo każdy ma prawo dbać o swoje dziecko tak, jak chce, dopóki zapewnia mu harmonijny rozwój w atmosferze miłości i szacunku i bezpieczeństwa. Dlatego szerokim łukiem omijam wszelkie dyskusje na ten temat w internecie z tłumem fanatyków i hejterów przy klawiaturach. Bo szczerze mówiąc bardzo żałuję, że moje dzieci jednak po tym mleku modyfikowanym nie świecą w ciemności – wtedy oszczędziłabym majątek na niewłączaniu im nocnej lampki.

14 komentarzy

  • NeoDoc

    Październik 25, 10 2015 12:01:00

    Główną przyczyną alergii, nietolerancji glutenu oraz chorób autoimmunlogicznych jest właśnie karmienke piersią niestety. Matka wraz z mlekiem przekazuje do organizmu dziecka m.in. grzyby candida oraz inne paskudztwa.

    • Mamoholiczka

      Listopad 05, 11 2015 02:18:00

      Ja uważam, że karmienie piersią to jest najlepszy pokarm, jaki możemy swojemu dziecku dać. Tyle tylko, że do czasu i nie za wszelką cenę.

  • Bee

    Październik 25, 10 2015 04:01:00

    u mnie bylo tak samo, pomoc laktacyjna bardziej nam zaszkodzila niz pomogla… ja w oczach niektorych bylam wowczas leniem… bo mi sie niby niechcialo starac… a ja sil nie mialam i w depresje wpadalam z powodu Mai placzu, butla dala nam pelny brzuszek i radosc z macierzynstwa. Z Olkiem nie mialam parcia na kp:-)

  • TosiMama

    Październik 26, 10 2015 08:56:00

    Karmiłam Tosię niemal rok, po cc, po szpitalnych perypetiach zaraz po jej urodzeniu. Nie walczyłam o pokarm, po prostu się udało. Są mamy, którym się nie udaje, nie myślę o nich źle, nie krytykuję, to ich sprawa. Myślę, że ich dzieci na pewno nie będą miały o to żalu…:)

    • Mamoholiczka

      Listopad 05, 11 2015 02:20:00

      Miałaś dużo szczęścia! I fajne podejście :)

  • Iwona i Fado

    Październik 26, 10 2015 04:35:00

    „Ciężko było mi sobie wyobrazić karmienie malucha z zębami, a co dopiero takiego biegającego, który w mojej wizji podchodził, kiedy chciał, wyciągał sobie mego cyca i jadł.” – doskonale rozumiem. Bardzo fajny tekst i warto żeby kobiety go przeczytały. Ja karmiłam do 3ciego miesiąca bo problemy z moim zdrowiem były na tyle poważne że musiałam małą odstawić pomimo ogromu pokarmu … smutne ale tak się zdarza, nie każda kobieta musi i nie każda może karmić piersią.

    ps. zdanie podsumowujące zrobiło mi dzień ;)

    • Mamoholiczka

      Listopad 05, 11 2015 02:24:00

      Dziękuję!
      Ps. Widzę, że ktoś by tu też chętnie na rachunkach za prąd zaoszczędził :p

      • karmiaca

        Listopad 23, 11 2015 05:13:00

        „Ciężko było mi sobie wyobrazić karmienie malucha z zębami” – to nie jest trudne :) ani wyobrazić sobie, ani karmić :) Zęby w niczym nie przeszkadzają, moja mała karmiona do 16 mca nigdy mnie nie ugryzła zębami, za to jak była noworodkiem i uczyłyśmy się obie przystawiania i karmienia – masakra, takie pogryzione sutki ,że szok! To kwestia prawidłowości ssania,a dziecko powyżej roku, które ma zęby umie świetnie ssać. Ale rozumiem Twoje wątpliwosci, bo w ciązy też tak myślałam, karmić tylko do roku, naczytałam się głupich psychologów. Potem poszerzyłam wiedzę o to jak ważne jest mleko mamy, także do 2 r.ż. dla dziecka, że nie staje się wodniste i bezwartościowe i już nie chciałam tak szybko rezygnować z kp. Pozdrowienia :)

  • By asai

    Październik 29, 10 2015 11:17:00

    Bardzo fajny tekst i bardzo prawdziwy. Nigdy nie byłam pasjonatką karmienia piersią, ale w pierwszej ciąży po ckliwych opowieściach położnej na szkole rodzenia byłam nastawiona pozytywnie. Jednak doświadczenia w pierwszych dobach w szpitalu, takie jak brak pokarmu i wyjące z głodu dziecko ssące łapczywie pooraną do krwi brodawkę i spadające za bardzo z wagi postawiło mnie do pionu. Też przy każdym zgłaszaniu, że coś jest nie tak, że dziecko chyba głodne jednym ściśnięciem piersi udowadniano mi że wszystko jest w najlepszym porządku :/ na szczęście poprosiłam o mm i po wysłuchaniu długiej litanii jak to jestem nieodpowiedzialną egoistką, bo chce nakarmić głodne dziecko, na buzi synka pojawił się błogi spokój :) Przy drugim dziecku nie wchodziłam w zbędne dyskusje tylko robiłam to co uważałam za stosowne.

  • Mimi

    Listopad 04, 11 2015 10:26:00

    Świetny tekst – podpisuję się obiema rękami! Ja też chciałam karmić dłużej, ale wyszło inaczej. 3 miesiące dziecko miało moje mleko, a później już mm. Nawet moim mlekiem karmiłam go z butelki, bo z piersi on nie potrafił najeść się do syta, więc odciągałam mu pokarm.
    Kiedy karmiłam już tylko mm, to usłyszałam od jednej znajomej tekst, że jestem „wyrodną matką”. Bez komentarza…

  • Kinga

    Styczeń 07, 01 2016 09:17:00

    Ja karmiłam prawie 20 miesięcy i kiedy zaczynałam kp to zakładałam, że do roku. Wyszło inaczej, bardzo naturalnie i dopóki nie zaczęłam karmić dziecka biegającego z zębami też myślałam, że to dziwne! Jest normalne :-)
    Szkoda tylko, że trafiłaś na nieodpowiednie położne. Ja miałam ten sam problem – krótkie wędzidełko. I szukałam również pomocy ale na szczęście trafiłam odpowiednio! Zabieg podcięcia wędzidełka i nauka prawidłowego przystawiania do piersi przyczyniła się do mojego sukcesu.
    Jako mama nie rozumiem jak druga mama może obrażać inną mamę. Nie uważam, że mm to trutka. Jasne, nie ma nic lepszego niż mleko z piersi mamy ale nie zawsze jest to możliwe.
    Muszę przyznać jednak, że najbardziej denerwują mnie kobiety nie karmiące piersią udzielające się na forach czy FP dotyczących karmienia piersią i tam wylewają swoje żale.
    Są dwie postawy: nie karmiłaś bo nie chciałaś – ok, powinnaś mieć ten niby laktoterror w nosie, nie karmiłaś bo nie mogłaś – przeżyj żałobę i nie miej w sobie żalu, bo ważne, że karmisz!!
    Ja jestem uczulona na pytania „karmisz”?? Zawsze (nawet jeśli pytanie pada nie do mnie ;-) odpowiadam „nie, głodzę!”

    Pozdrawiam Twoje nie świecące pociechy :-)

  • M

    Kwiecień 25, 04 2016 09:36:00

    Bardzo fajny tekst, szkoda że wcześniej go nie znalazłam bo podtrzymuje na duchu. Ja swoje maleństwo właśnie musiałam z dnia na dzien odstawić od piersi po 3miesiacach z przyczyn zdrowotnych. Po wyjściu ze szpitala długo rozkrecalam laktację co było okupione naprawdę dużym trudem ale w końcu się udało. Na początku dokarmialam bo mała właśnie traciła na wadze, płakała z głodu itd, przestawianie częste w naszym wypadku wyglądało tak że 2miesiace była ciągle przy piersi i dopiero po tym czasie mleka było tyle żeby się najdala nim w koncu.

    • Mamoholiczka

      Kwiecień 25, 04 2016 11:39:00

      Dziękuję za miłe słowa. Cieszę się, że Wam się udało :)

Zostaw komentarz