• Marzec 09, 2016

METODA 3-5-7 TO ZŁO CZY JEDNAK DOBRO?

metoda 3-5-7

Nie jestem Matką Polką Męczennicą, która w imię miłości do dzieci zapomina o sobie i swoich potrzebach. Mam pracę, którą uwielbiam i własne pasje. Jednocześnie kocham moje dzieci nad życie i poświęcam im tyle czasu i uwagi ile potrzebują od momentu ich narodzin. Uważam, że wreszcie udało mi się osiągnąć równowagę pomiędzy byciem mamą, a po prostu kobietą z całą tą listą moich potrzeb i oczekiwań.

Jednak moment, kiedy moje dzieci idą spać to dla mnie takie wielkie „Uff!”. Śpią i oto ja mam wreszcie czas tylko dla siebie – bez słowa „Mamo!” wypowiadanego 100 razy na minutę. Pamiętam jednak wciąż czasy, kiedy moje dzieci były malutkie i z tym usypianiem tak lekko wcale nie było. Trwało to w nieskończoność, a wieczorny czas zarezerwowany dla mnie kurczył się z minuty na minutę. Aż w końcu sama padałam na twarz. Wtedy doradzono mi kontrowersyjną metodę 3-5-7.

METODA 3-5-7  (zmodyfikowana metoda Ferbera) – założenia

Po kolacji, kąpieli, kołysance i innych wieczornych rytuałach odkładamy malucha do łóżeczka, mówimy „dobranoc” i wychodzimy z pokoju. Jeżeli maluch zaczyna płakać, wówczas po 3 minutach do niego przychodzimy. Nie bierzemy go wtedy na ręce, nie nawiązujemy kontaktu wzrokowego, nie przytulamy. Staramy się go uspokoić tylko poprzez głaskanie po pleckach czy rączce i mówienie spokojnym i ciepłym głosem. Ale to wszystko maksymalnie przez 2 minuty. Po tym czasie znowu wychodzimy z pokoju nawet, jeżeli dziecko dalej płacze. Tym razem odczekujemy 5 minut zanim wrócimy go pocieszyć. Jeżeli maluch nadal rozpacza, wówczas kontynuujemy stosowanie tej metody na zasadzie: uspokajanie przez 2 minuty i wyjście na 7 minut. I tak do skutku, aż dziecko zaśnie.

Nie powinniśmy wydłużać czasu naszej nieobecności i zawsze ma to być nie więcej niż 7 minut, chociaż można się spotkać także z wariantem, gdzie wychodzimy na 17 minut po 7 dniach „treningu”. Oryginalnie ta metoda nie pozwalała nawet na głaskanie dziecka i część osób w takiej formie ją obecnie stosuje. Generalnie maksymalnie po 10 dniach powinniśmy odnieść „sukces” (czyt.: dziecko odłożone do łóżeczka zasypia samo, bez płaczu, bez potrzeby kontaktu z nami, a my cieszymy się czasem dla nas).

METODA 3-5-7 – Dlaczego nie?

Płacz dziecka, zwłaszcza w pierwszych miesiącach jego życia, to jedyny sposób komunikacji noworodka ze światem. Płacze, kiedy mu źle, kiedy jest głodne, kiedy coś go boli – kiedy jego potrzeby nie są zaspokojone. Małe dziecko nie potrafi płaczem wymuszać czegokolwiek, manipulować rodzicem czy robić mu na złość! A płacz dobrze robi na rozwój płuc tylko tuż po porodzie.

Metoda 3-5-7 jest szalenie popularna, bo przynosi szybkie efekty. Dlaczego? W pierwszych dniach maluch najzwyczajniej w świecie usypia zmęczony w końcu tym płaczem. W kolejnych dniach przestaje płakać i to nie dlatego, że tak pięknie szybko nauczył się sam siebie uspokajać i panować nad swoimi emocjami. Nie. On milknie, bo nikt na jego płacz nie reaguje!

W efekcie zyskujemy coś na chwilę – samodzielne usypianie dziecka i więcej czasu dla siebie, a w perspektywie dłuższego okresu tracimy bardzo wiele – zaburzamy elementarną relację rodzic dziecko, co może mieć negatywne skutki widoczne w emocjonalnym czy intelektualnym rozwoju dziecka. Maluch ma zaburzone poczucie bezpieczeństwa, jest poddawany ogromnemu stresowi i nie rozumie, dlaczego w ciągu dnia rodzic reaguje na jego płacz i przytula czy daje jeść, a nagle wieczorem już nie. Kilkumiesięczny mózg tego kompletnie nie ogarnia.

ALTERNATYWA METODY 3-5-7

Wiem, że usypianie malucha trwa czasem kilka godzin. Kiedy płaczemy już z bezsilności i same marzymy już nie tyle o czasie dla siebie, ale o własnym, niezakłóconym śnie. Znam to z autopsji. Jednak pamiętajmy, że wszystko to, co damy naszemu dziecku w pierwszych miesiącach i latach jego życia jest jego potencjałem na przyszłość. Kształtuje go jako człowieka. Dawajmy mu więc tylko najlepsze. Życie jest stresujące? Jasne! Ale świadome fundowanie stresu kilkumiesięcznemu maluchowi to jakiś absurd.

Są inne metody. Pomijając po prostu spanie z dzieckiem czy usypianie przy piersi, które jakby nie patrzeć są najbardziej naturalnymi i skutecznymi, ale coraz mniej wpisującymi się w nasze nowoczesne i niezależne życie sposobami. Można nie wychodzić z pokoju tylko siedzieć obok łóżeczka i głaskać dziecko przez szczebelki. Można śpiewać kołysanki i opowiadać cichym głosem bajki już noworodkowi. Położyć obok niego naszą koszulę nocną, włączyć biały szum. Kiedy płacze wziąć go na ręce, przytulić i odłożyć dopiero wtedy, kiedy się uspokoi. I tak, aż do skutku. Reagując na jego niepokój, będąc obok niego. Tak, na efekty trzeba tu czekać dłużej, ale postępujemy wówczas zgodnie z naturą – reagujemy na płacz naszego dziecka.

Dla mnie metoda 3-5-7 to nie jest metoda samodzielnego zasypiania – to metoda samotnego zasypiania. A chyba większość z nas woli jednak zasypiać obok kogoś, kogo kochamy. Ukojeni zapachem i ciepłem drugiego ciała, z poczuciem bezpieczeństwa, szczęśliwi. I takiego zasypiania Wam i Waszym dzieciom życzę.

47 komentarzy

  • Kukułka

    Marzec 09, 03 2016 10:44:00

    Koszmarna metoda, a właściwie tresura… Powinna być zakazana.

    • Mamoholiczka

      Marzec 12, 03 2016 10:44:00

      Tresura. Słowo klucz.

      • Aska

        Kwiecień 14, 04 2016 06:57:00

        A ja popieram te metodę. Przecież placzacemu dziecku w łóżeczku nie dzieje się krzywda tym bardziej że metoda nie eliminuje calkowicie rodzica wiec o jakiej traumie mowa? Ją nie zamierzałam rezygnować z wieczornego czasu dla siebie i meza dlatego zastosowałam te metode. Dziecko 1,5 roczne o godz 20:30 po czytaniu bajek i przytulaskach jest odkładane do łóżeczka i tyle, zasypia. W południe sam wskazując lozeczko idzie do niego na drzemkę. A lozeczko nie kojarzy się z kojcem czy karami.
        Tresura? No nie wiem… Dla mnie to bardziej uczenie nawykow. Czyli uczenie dziecka przejścia przez ulice na drugą stronę na zielonym to też tresura i podporządkowanie? No tak większej glupoty nie słyszałam.
        A pozatym Średnio uśmiecha mi się leżenie i czekanie aż dzidz zaśnie bo są i egzemplarze które to robia po 2 h… Ją po noszeniu na rękach 12 kg przez godzinę wyladowalam na izbie z okropnym bólem w krzyżu i teraz mam rehabilitacje. Leżenie w łóżku razem kończyło się za kazdym razem ucieczka.
        Usypianie z piersią? GRATULUJE nieodpowiedzialności i trzymam kciuki za nie uduszenie bo zapewnienie raz się przysneło..

        • Mamoholiczka

          Kwiecień 15, 04 2016 10:49:00

          No nie… wcale się mu krzywda nie dzieje. Wcale. Ot, taka milusia, wręcz luksusowa metoda usypiania w ramach projektu „Dziecko”.

          • Aska

            Kwiecień 25, 04 2016 02:26:00

            Mamoholiczko krytykę widzę ale może odnieś się do konkretow z mojej wypowiedzi…

          • Mamoholiczka

            Kwiecień 25, 04 2016 11:45:00

            Szkoda prądu na trole :) dobranoc!

      • Aska

        Kwiecień 15, 04 2016 04:29:00

        A gdzie mój komentarz?

        • Mamoholiczka

          Kwiecień 15, 04 2016 10:50:00

          A poniżej.

  • Moderna

    Marzec 09, 03 2016 11:38:00

    Nigdy nie stosowałam takiej metody, nie podoba mi się… zawsze zdziałam instynktownie i to się sprawdza :)

    • Mamoholiczka

      Marzec 12, 03 2016 10:46:00

      Mi też się nie podoba (łagodnie mówiąc) :)

  • mamba87

    Marzec 10, 03 2016 08:42:00

    Jestem w 9 miesiącu ciąży i świeżo po lekturze „Najszczęśliwszego śpiocha w okolicy” dlatego wiem o czym piszesz (choć teraz tylko w teorii) i w 100 % się z Tobą zgadzam :)

  • Kobietapo30

    Marzec 10, 03 2016 09:01:00

    Nie da się takiej metody zakazać, odgórnie przykazać czegoś innego, jak pisze Kukułka, każdy i tak będzie robił, jak uważa. Moim zdaniem w dzisiejszym świecie rodziców zbyt wiele rzeczy jest demonizowanych, za mało jest luzu, podejścia instynktownego. Działanie zgodnie z własnymi zasadami jest według mnie najkorzystniejsze dla dziecka i mamy/taty.

    • Mamoholiczka

      Marzec 12, 03 2016 10:48:00

      Uważam, że akurat instynkt nakazuje matce zareagować na płacz własnego dziecka i zasady nie mają tutaj nic do rzeczy. Jeżeli jest inaczej, to coś z tym instynktem zdecydowanie jest nie tak.

  • Dominika

    Marzec 10, 03 2016 12:54:00

    Na początku usypiałam córkę przy piersi i przekładałam do łóżeczka, czułam, że tak jest najlepiej, dla dziecka i dla mnie, sprawdzało się to świetnie przez pierwsze pól roku, do kiedy nie naczytałam się, że nie można tak robić, bo dziecko nie nauczy się samo zasypiać. Podjęliśmy z partnerem próbę uśpienia jej w łóżeczku, nic tylko płacz, 3 godziny płaczu, nic dziwnego, niemowlak nie lubi nowości. Przypomniałam sobie jak moja mama opowiadała o usypianiu mnie, po prostu jak płakałam wychodziła z pokoju i czekła aż sama ze zmęczenia zasnę. Pomyślałam, że spróbuję. Dziecko płacze, ja wchodzę. Wytrzymałam może z 15 sekund i uważam, że jeżeli ktoś jest w stanie wytrzymać więcej rozpaczliwego płakania swojego dziecka, to nie ma serca.
    Od dni następnego zaczęliśmy czytać, śpiewać, bujać, głaskać, wyjmować,uspokajać i wkładać z powrotem. Jak ja już nie miałam siły (przychodzi moment po godzinie czasem dwóch, kiedy chcesz złapać dziecko mocniej niż się powinno i zaciskasz zęby ze złości) zastępował mnie partner i tak do skutku.
    Teraz córka ma trochę ponad 8 miesięcy i zasypia po przeczytaniu paru stron muminkówi i kołysance, czasem trzeba ją przytulić, ale cały proces zajmuje nie więcej niż 20 minut, bez płaczu, jak wkładam ją do łóżka uśmiecha się do mnie. Da się, potrzeba tylko miłości i cholernie dużo cierpliwości, ale warto :)

    • Mamoholiczka

      Marzec 12, 03 2016 10:52:00

      Podziwiam Cię za tę wytrwałość i cieszę się, że w końcu została nagrodzona i nadszedł ten dzień, kiedy usypianie córeczki nie jest dla Was wyzwaniem (koszmarem?). Fajnie jest przeczytać, że się da, chociaż jak sama piszesz, lekko nie jest. Pozdrawiam!

  • Aleksandra Gulbas(ka)

    Marzec 10, 03 2016 06:34:00

    My do dziś (bliźniaki mają 2 lata a pierworodny prawie 4) siedzimy z dziećmi w pokoju aż nie zasną :-)

    • Mamoholiczka

      Marzec 12, 03 2016 10:54:00

      To tak jak ja :P

  • Gabrysia

    Marzec 10, 03 2016 07:11:00

    Jestem psychologiem, a od 6 miesiecy równiez matką i bardzo podoba mi Pani sposób myślenia:) ja też słyszałam gł. Od starszych stażem mam z rodziny męża, żeby nie reagować na płacz dziecka,bo właśnie ono coś chce na mnie wymusić i ze płacz jest dobry dla płuc. Dziecko nie ma jeszcze tak rozwiniętej psychiki,aby wymyślić manipulację. Natura wyposażyła je w umiejętność płaczu,aby mogło komunikować swój dyskomfort i motywować rodzica do zmiany jego sytuacji.
    Myślę,że z takich metod korzystają wygodni rodzie, ktorym trudno sie poświecić dla dziecka. Mówię tak choć wiem, że to poświęcenie jest bardzo trudne – sama na początku macierzyństwa czułam, że nie ma już miejsca na moje ja.

    Pozdrawiam ciepło – Gabrysia

    • Mamoholiczka

      Marzec 12, 03 2016 10:55:00

      Dziękuję za mądre słowa – pozdrawiam gorąco!

  • Kasia z EmaliowanyCzajnik.pl

    Marzec 11, 03 2016 08:40:00

    Tę metodę wymyślił chyba ktoś nieposiadający dzieci. Przyznam szczerze, że przed ciążą byłabym jej zwolenniczką. Kiedy jednak pojawia się dziecko zaczyna się inaczej patrzeć na świat.

    • Mamoholiczka

      Marzec 12, 03 2016 10:56:00

      Oj przestawia się nam w tych głowach po narodzinach dziecka, przestawia ;))) oby tylko na lepsze!

  • Justyna Sabalska

    Marzec 11, 03 2016 08:41:00

    Ja uważam metodę 3-5-7 za nieludzką. Uważam dokładnie tak jak Ty – dziecko płaczem mówi nam o swoich potrzebach. Czasem sie dziwie, że są osoby, które wolą słuchać tego płaczu niż poświęcić trochę czasu na np. Naukę masażu Shantala po którym dziecko zasypia bez płaczu, za to szczęśliwe i pogrążone w głębokim relaksie. Nie wiem czy znasz ten masaż.

  • pieluszkiwielorazowe.com.pl

    Marzec 11, 03 2016 09:47:00

    To rzeczywiście stara metoda, znana jak piszecie przez starse pokolenia :(… Kiedyś nie wiedziano o tylu rzeczach.. myśleli, że robią dobrze, że nie krzywdzą.. bo chyba nikt zdrowy świadomie nie chce tak naprawdę krzywdzić swojego dziecka.. Smutne :(.. Mój synek – 9 – miesięcy usypia sam, ale bez płaczu.. leżę z nim, i jak przestaje jeść i widzę, że jest senny i szczęśliwy to wychodzę i po minucie już śpi..

    • Mamoholiczka

      Marzec 12, 03 2016 10:58:00

      Niektórzy chyba traktują dziecko jako kolejne przedsięwzięcie w ich życiu, taki projekt do odhaczenia na liście to-do i uważają po prostu, że ono musi się podporządkować…

  • Tedi

    Marzec 11, 03 2016 09:54:00

    Nie stosowałam takiej metody i nigdy mi to nawet do głowy nie przyszło, a były czasy, gdy synek bardzo ciężko zasypiał. Dzisiaj ma już prawie 3 lata i usypia sam, chociaż często prosi, aby się przy nim położyć. Kładę się i delektuję się chwilą spokoju i tą chwilą, że jeszcze mam małe dziecko. Za chwilę wyrośnie i nie będzie mnie potrzebować w taki sposób.

    • Mamoholiczka

      Marzec 12, 03 2016 10:59:00

      Masz rację… Czas tak szybko leci. Jeszcze zatęsknimy za tym usypianiem i głaskaniem po pleckach.

  • Agnieszka

    Marzec 11, 03 2016 10:41:00

    Podpisuję się pod tym wszystkim obiema rękami i nogami. A mój Synek to już w ogóle <3

    • Mamoholiczka

      Marzec 12, 03 2016 10:59:00

      Dziękuję :) Pozdrawiamy ciepło :))))

  • Sylwia | taomama.pl

    Marzec 11, 03 2016 11:00:00

    Uff jak dobrze, że coraz mniej osób stosuje tę metodę… No niestety, z zasypianiem małych dzieci trzeba się trochę namęczyć, ale nie warto fundować im traumy.

    • Mamoholiczka

      Marzec 12, 03 2016 11:00:00

      Dokładnie! :)

  • PrawdziwyUsmiech

    Marzec 11, 03 2016 07:30:00

    Nie mam dzieci, ale jako studentka położnictwa na praktykach nie potrafię przejść obojętnie obok płaczącego dziecka. Co dopiero gdybym miała tak zostawiać swoje… Trzeba chyba nie mieć serca…

    • Mamoholiczka

      Marzec 12, 03 2016 11:01:00

      Prawda?! Dobra będzie z Ciebie położna jak nic :*
      Powodzenia!

  • Kamatocy

    Marzec 11, 03 2016 11:04:00

    Okropna te metoda, nigdy nie zdecydowałabym się na takie usypianie dziecka. Czasami przeszkadza mi,że Młody zasypia tylko przy cycu (przy babci i tatusiu oczywiscie nie ma problemu,zę cyca nie ma ;)) ze Starsza lubi być przenoszona do siebie już po zaśnięciu, ale bliskość moich dzieci i ich spoojny sen jest dla mnie najważniejszy. Przecież nawet nad dorosłym o wiele lepiej się zasypia i śpi, gdy jesteśmy przytuleni do męża/żony/partnera, a nie np po awanturze z krzykami i łzami… Nie trzeba być geniuszem by przejrzeć na oczy i wiedzieć,że ta metoda to samo zło

    • Mamoholiczka

      Marzec 12, 03 2016 11:02:00

      Pięknie to ujęłaś – dziękuję :)

  • Dorota

    Marzec 12, 03 2016 03:37:00

    Usypianie malutkiego dziecka nie zawsze musi być łatwe, proste i przyjemne. Nigdy by mi do głowy nie przyszło w ten sposób traktować dziecko. Dziecko to też człowiek, nie królik doświadczalny.

    • Mamoholiczka

      Marzec 12, 03 2016 11:03:00

      Dokładnie. Dziecko to nie jest zwierzątko, dlatego nie wolno nam tresować dzieci.

      • Dorota

        Marzec 13, 03 2016 03:48:00

        No właśnie, kto wymyślił taką metodę, chyba człowiek bez serca ;(

  • Patrycja Tomaszewska

    Marzec 12, 03 2016 09:17:00

    Tą metodę ostro zmodyfikowaną zastosowałam w trochę innych okolicznościach- podczas usypiania synka na leżąco. Mały w pierwszych miesiącach miał straszne kolki. To wystarczyło by przyzwyczaił się do kołysania na rękach. Przyszło do tego,że na rękach miałam go po kilka godzin dziennie. Nie wchodziło w grę stopniowe uspakajanie. Nie chodziło mi jednak by mały zasypiał zupełnie sam, ale zasypiał koło mnie, bez bujania nie na rękach. Kładłam się koło niego i tuliłam, głaskałam, szeptałam. Kiedy widziałam ,że płacz się zwiększa, brałam go na ręce i czekałąm aż się upokoi , po czym kładłam delikatnie koło siebie i tak do puki nie zasnął. Po tygodniu mały zasypiał po pięciu minutach a ja mogłam wreszcie coś zrobić w domu.
    Czy uważam się za potwora? Nie. Uważam,że potworne było noszenie synka całymi dniami a wtedy też płakał czesto
    Nie jest łatwo cieszyć się z bycia mamą kiedy tyle decybeli dźwieczy nam w uszach całymi dniami, a ręce i kręgosłup są już zdrętwiałe z wysiłku. Jeszcze trudniej jest jak wychowujesz dziecko niby w parze a jednak sama. Dla partnera liczy się tylko och i ach wśród znajomych i rodziny , by mały był najedzony a sam spędza z nim raptem 15 min po czym mały zaczyna płakać a mąż twierdzi ,że chce do mamy.
    Efekt osiągniety po tygodniu- a dopracowany po dwóch. Więcej czasu na miłość, mniej nerwów, więcej uśmiechu i miłości.
    Trauma? Wydaje mi się że mały jest jeszcze bardziej wylewny, całuśny w stosunku do mnie niż wcześniej :-)

    • Mamoholiczka

      Marzec 12, 03 2016 11:07:00

      Wydaje mi się, że Twoja sytuacja była zupełnie inna. Zresztą zawsze byłaś przy swoim synku, kiedy zasypiał. Głaskałaś go i przytulałaś, kiedy tego potrzebował. Nie zostawiałaś go samego w ogromnym pokoju i zimnym łóżku. Jak dla mnie to nie miało nic wspólnego z okrutną metodą 3-5-7.

      • Patrycja Tomaszewska

        Marzec 13, 03 2016 08:36:00

        Poniekąd ma- metoda jak zaznaczyłam była też zmodyfikowana- nie wychodziłam tylko byłam obok ale stanowcza w działaniu. To wciąż chodziło o usypianie. Radek nie chciał wogóle w łóżku spać. Czy to moim czy wogóle jakimkolwiek innym. Jak tylko go odkaładałam , jak radar otwierał oczy.
        Jak ja zazdrościłam koleżankom , którym dzieci zasypiają z pielusią na buzi. Jednak gdy pierwszej nocy zasnęłam mocniej – twardszym snem miałam takie wyrzuty sumienia i od tej pory mały spał z nami jak aniołek- po 8 godz bez przerwy w nocy. Sielanka trwała miesiąc. Potem zaczęły się te kolki- nie występowały o standardowych godzinach. A najgorsze,że tylko ja umiałam go odpowiednio nosić i mi tylko się udawało go uspokoić. Trwało to do 4 miesiąca. Potem było różnie. Jedyne co zostało na stałe, to,że przez 2 godziny czasem musiałam siedzieć nieruchomo by się wyspał. Wytrzymałam tak dobre 3 miesące. Jestem cały dzień sama i nie mam nikogo bliskiego kto mi pomoże.Jedyne co mam sobie do zarzucenia, to,że sama jestem sobie winna. Nie mniej mały i na rękach się nie wysypiał, a więc już obydwoje byliśmy poirytowani.
        NIE MIAŁAM WYJŚCIA- tak sobie tłumaczę.
        Początki były masakryczne- Mały nie płakał, a dostawał szału. W takim ataku nie dawał się przytulić, a ja wiedziałam,że moja ingerencja nie ma sensu , muszę to przeczekać bo jak znów od razu ulegnę to nic się nie zmieni. Ja więc siadałam obok czy to na łóżku, czy podłodze i zaciskając pięści, zęby, oczy liczyłam w myślach i czekałam. Kiedy burza nie przechodziła brałam, go na ręce i próbowałam uspokoić. Po czym znów kładłam w łóżku. Nasze pierwsze dni – ten rytuał trwał nawet dwie godziny. Mały zasypiał wyczerpany. Ja siedziałam i bezradna płakałam razem z nim. Wiedziałam ,że nie robię mu krzywdy, bo jestem z nim, ale wciąż mam przed oczami tą rozdartą czerwoną zapłakaną buzię. Jaką różnicę tu widzę? Że widziałam jak moje dziecko szaleje a nie tylko słyszałam przez drzwi- można rzecz – że kontrolowałam sytuację. Ale on wciąż płakał , a jak mnie wołał i wyciągał ręce ja choć drżącym głosem by się nie rozpłakać i nie zmięknąć tłumaczyłam ,, Choć słonko. Połozymy się tutaj wygodnie, przytulimy misia, Nic się nie dzieje. Spokojnie…”

  • Mama notuje

    Marzec 12, 03 2016 11:31:00

    Przed narodzeniem pierwszego dziecka wiele czytałam o wychowaniu dzieci, opieki nad nimi i ta metoda przewijała się dosyc częso. Początkowo, jako osoba nie majaca zbyt dużo do czynienia z małymi dziećmi, myślalam, ze to dobry pomysl skoro tyle osób go zachwala. Ale po narodzeniu dziecka nawet mi nie przyszło do głowy, zeby tego sprobować. Nie dalibyśmy rady słuchać jej płaczu i nic z ty nie zrobić. Oboje dzieci po prostu usypiało przy piersi (młodszy nadal) a córka ma teraz prawie 2 lata i jesteśmy z nią w pokoju dopóki nie zaśnie. Powoli probujemy jej pokazać że można zasypiać samodzielnie, a my jesteśmy w pokoju obok i zawsze może nas zawołać albo przyjść. Na razie nie wychodzi samodzielne zasypianie, ale w końcu się uda ;-)

    • Mamoholiczka

      Marzec 12, 03 2016 11:12:00

      Pewnie, że kiedyś się uda! Chociaż jak widzę po moich (2,5 roku i 5,5 roku) to jednak ta wieczorna bajka i głaskanie po pleckach i ostatnie pytania i wspominanie pewnych sytuacji z dnia, który właśnie się kończy, jest dla nich strasznie ważne. To takie zwieńczenie dnia. Poczucie bezpieczeństwa. Uwaga. Zrozumienie. Miłość.

      • Mama notuje

        Marzec 13, 03 2016 11:13:00

        Bajka i głaskanie po pleckach jak najbardziej dalej będzie, tylko chodzi nam o to, zeby to głaskanie nie musiało być do samego zaśnięcia :-)

  • zrelaksowana

    Marzec 12, 03 2016 02:10:00

    Czytalam o tej medodzie ale nigdy nie postanowilam jej próbować. Moja 1,5 roczna córka potrzebuje bliskości rodziców i nie zamierzam jej tego odbierać. czasem śpi z nami w łóżku a czasem we własnym lozeczku i ja nie widzę w tym problemu. Lubi zasypując tulic się do mnie i słuchac kołysanki, a później albo zasypiamy z nią albo przekładamy do lozeczka :-)

    • Mamoholiczka

      Marzec 12, 03 2016 11:14:00

      Dokładnie. Bo dziecko potrzebuje bliskości rodzica. Odbieranie mu tego (świadomie!) to zbrodnia. Pozdrawiam :)

  • Justyna Kaczor

    Marzec 14, 03 2016 09:44:00

    Nie mogłabym stosować tej metody, nie potrafiłabym przejść obojętnie obok płaczu dziecka. Pozdrawiam!. :-)

Zostaw komentarz